środa, 25 listopada 2015



Choroby, które sprzyjają tyciu

Konsultant: dr Grzegorz Borstern, specjalista chorób wewnętrznych
Autor: Anna Jarosz - artykuł pochodzi z miesięcznika "Zdrowie"

Większość z nas lubi szukać usprawiedliwienia dla swoich niedoskonałości. Tak jest też w przypadku nadwagi. Winą za tycie obarczamy zaburzenia hormonalne, uwarunkowania genetyczne, przyjmowane stale leki. Ile jest prawdy w stwierdzeniu, że niektóre problemy zdrowotne powodują przyrost masy ciała? Czy są choroby, które sprzyjają tyciu?
Nie ma jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, czy choroby powodują tycie. Najczęściej za nadmiar kilogramów odpowiada nie samo schorzenie, czy też zastosowane leczenie, ale postawa pacjenta wobec nękających go problemów zdrowotnych. Zwykle towarzyszy temu silny stres, który próbujemy rozładować, dogadzając sobie przy stole. Poprawiamy sobie nastrój tuczącymi przysmakami i na efekty nie musimy długo czekać. Jednak są sytuacje, w których występuje wyraźny związek między nadwagą a chorobą. Są także leki, które w działaniach ubocznych mają wpisane: "przyrost masy ciała".
Alergicy lubią jeść
Twierdzenie, że to alergia odpowiada za nadmiar kilogramów jest sporym nadużyciem, ale osoby zmagające się z chorobą uważają, że to przyjmowane przez nich leki przeciwhistaminowe są powodem tycia. Rzeczywiście, leki redukujące skutki wydzielania histaminy (substancja ta wydziela się w organizmie podczas reakcji alergicznej) wpływają nieznacznie na funkcjonowanie ośrodkowego układu nerwowego i podwzgórza oraz ośrodek łaknienia. Przyjmując je, mamy większy apetyt i jeśli go nie poskromimy – przybędzie nam kilogramów.
Zespół policystycznych jajników tuczy w talii
U kobiet cierpiących na PCOS tkanka tłuszczowa odkłada się głównie w talii. Oprócz tycia pojawia się także nasilony trądzik, nadmierne owłosienie na twarzy, udach i pośladkach. Rozpoznanie zespołu policystycznych jajników nie jest trudne dla ginekologa. Po postawieniu diagnozy dobiera on dla pacjentki odpowiednią terapię.
Wśród zaleceń, które słyszy kobieta, jest też to dotyczące nadwagi. Trzeba się jej pozbyć, choć jest to trudne, bo tkanka tłuszczowa, nawet jeśli jest w niewielkich ilościach, produkuje hormony (w tym androgeny), które sprzyjają tyciu. Należy też zrezygnować z palenia papierosów, ponieważ nikotyna pobudza organizm do wytwarzania androgenów.
Generalnie, leczenie PCOS skupia się na przywróceniu równowagi hormonalnej w organizmie. Lekarz zwykle zleca preparaty hormonalne, które mają uregulować cykl miesiączkowy kobiety. Sprawiają one, że w organizmie obniża się stężenie androgenów i hormonu luteinizującego LH. Ale tu uwaga: zbyt niski poziom LH może być przyczyną niedoczynności tarczycy, która powoduje spowolnienie procesów przemiany materii, a w efekcie zwiększa ryzyko przybierania na wadze.


Zespół policystycznych jajników (angielski skrót: PCOS – Polycystic Ovary Syndrome) występuje u 4-6 proc. kobiet w wieku rozrodczym. Statystyki wskazują, iż ...
Choroby tarczycy a tycie
Tycie powoduje zazwyczaj niedoczynność tarczycy, przy nadczynności tarczycy chudnie się. Ponieważ tarczyca zwykle nie daje dokuczliwych objawów, rzadko kojarzymy z sobą te fakty.
Jeśli choroba jest prawidłowo leczona, to nie ona nas tuczy, ale nadmiar jedzenia.
Leczenie niedoczynności polega na przyjmowaniu tyroksyny, czyli hormonu, który przyśpiesza przemianę materii, w efekcie więc się chudnie. Przy wyrównanej niedoczynności tarczycy i prawidłowym leczeniu zachowanie właściwej masy ciała jest proste. Jeżeli występuje nadwaga, to powód jest zwykle jeden – zbyt duża w stosunku do potrzeb kaloryczność jedzenia.
Okazuje się jednak, że problem nadwagi pojawia się także przy leczeniu nadczynności tarczycy. Dlaczego? Przecież wtedy przemiana materii jest bardzo szybka, co sprzyja chudnięciu. Jednak po podaniu leku, który ma opanować chorobę, czyli także przywrócić przemianę materii do normy – zaczyna się tycie.
Jednym z powodów jest przyzwyczajenie – przed rozpoczęciem leczenia można było jeść do woli, ponieważ nadmiar jedzenia nie odkładał się w postaci dodatkowych kilogramów. Gdy jednak lek ustabilizuje przemianę materii, co jest błogosławieństwem dla układu krążenia czy kostno-stawowego, a posiłki są nadal obfite, tycie jest naturalną konsekwencją naszych zachowań.
Polecamy

Obniżenie poziomu insuliny, greliny i kortyzolu oraz podwyższenie poziomu peptydu YY - to zdaniem endokrynologa Roberta Lustiga klucz do walki z ...
Terapie sterydami
Astma oskrzelowa, reumatoidalne zapalenie stawów, toczeń czy sarkoidoza leczy się sterydy, niekiedy w dużych dawkach. Leki te zwalczają stan zapalny, ale są także przyczyną przybierania na wadze i to w bardzo charakterystyczny sposób. Tkanka tłuszczowa gromadzi się głównie w okolicy brzucha, karku i twarzy. Kończyny zaś są coraz chudsze, ponieważ zanikają mięśnie.
Odpowiednio dobrana dawka leków sterydowych zazwyczaj nie powoduje tycia. Ale gdy po lekach zdecydowanie poprawia się samopoczucie, bo ustąpi ból czy duszność, powraca apetyt i jemy więcej, niż powinniśmy. Skutkiem jest przybieranie na wadze, które nie jest powikłaniem kuracji, a rezultatem dostarczania zbyt dużej porcji kalorii w stosunku do zapotrzebowania. W dodatku choroby leczone sterydami często zmniejszają naszą sprawność fizyczną – mniej się ruszamy, co dodatkowo zmniejsza zużycie nadmiaru kalorii.
Zespół Cushinga, czyli zbyt dużo kortyzolu
Podwyższone stężenie w surowicy krwi kortyzolu – hormonu wytwarzanego przez korę nadnerczy, należącego do glikosteroidów – jest charakterystyczne dla schorzenia nazywanego zespołem Cushinga. Ta złożona choroba może być następstwem długoletniego przyjmowania leków zawierających sterydy, np. z powodu astmy czy reumatoidalnego zapalenia stawów. Inną przyczyną może być guz przysadki lub guz nadnercza.
Jednym z typowych objawów zespołu Cushinga jest nienaturalne przybieranie na wadze. Dla chorych charakterystyczna jest otyłość centralna, czyli gromadzenie się tkanki tłuszczowej na twarzy. Kolejnym miejscem jest tułów oraz kark (nazywany często bawolim karkiem). Tkanka tłuszczowa gromadzi się także nad obojczykami, tworząc charakterystyczne poduszeczki tłuszczowe.

Sterydy (a właściwie steroidy), dzięki silnym właściwościom przeciwzapalnym są niezastąpione w leczeniu wielu poważnych chorób u dzieci i dorosłych. Ale ...
Kłopoty z insuliną w cukrzycy typu 2
Dla osób chorych na cukrzycę typu 2 utrzymanie właściwej wagi jest istotnym elementem leczenia podstawowej choroby. Im większa masa ciała, tym większe zapotrzebowanie organizmu na insulinę i większe zagrożenie brakiem kontroli nad przebiegiem choroby. Poza tym warto pamiętać, że sama insulina tuczy.
W początkowym okresie cukrzycy typu 2 w organizmie jest bardzo wysoki poziom insuliny, która jednak nie działa prawidłowo. Leki, które otrzymuje chory, mogą albo zwiększać wydzielanie insuliny (tak działają pochodne sulfonylomocznika) albo poprawiać jej działanie (są to biguanidy). Stosowanie leków, które zwiększają wydzielanie insuliny, sprzyja tyciu, dlatego też nie są korzystne na początku leczenia. Podobna reakcja organizmu jest wtedy, gdy u chorego leczonego insuliną zwiększa się jej dawki. Przyjmowanie leków z grupy biguanidów wywołuje chudnięcie. Dlatego w nowoczesnym leczeniu cukrzycy terapię rozpoczyna się od podania metforminy, której dodatkowym działaniem jest obniżenie masy ciała.
Zajadanie depresji, bezsenności, stresu
Czy depresja powoduje tycie? Większość leków obecnie stosowanych w leczeniu depresji nie zwiększa łaknienia. Są nawet takie, które istotnie je zmniejszają. Przykładem może być słynny (wycofany już z użycia) lek Meridia, który opracowano do leczenia depresji, a okazał się środkiem skutecznie hamującym apetyt i dlatego był stosowany w zwalczaniu nadwagi i otyłości. Prawdą jest jednak, że są pacjenci, którzy w czasie epizodów depresji tyją, bo mają zwiększone łaknienie. Potocznie mówi się, że zajadają stres. Bywa też odwrotnie – w czasie ataku smutku odrzuca się wszelkie jedzenie i szybko traci się na wadze. Jeżeli takiej osobie poda się leki przeciwdepresyjne, które zwiększają apetyt, wraca ona do normalnej wagi, co jest korzystne dla jej organizmu. A zatem w przypadku leczenia przeciwdepresyjnego to nie sam lek wpływa na przybieranie na wadze, ale raczej zmiany nastroju i wynikająca z nich potrzeba łagodzenia smutku jedzeniem.
Podobnie jest z bezsennością. Bezsenność sama w sobie nie tuczy. Jednak – dowodzą badania – kiedy nie śpimy lub źle śpimy, pochłaniamy w ciągu doby o ponad 500 kcal więcej niż osoby, które nie mają problemów ze snem.
Tak samo jest w przypadku uzależnienia lub tylko nadużywania alkoholu. Alkohol to puste kalorie, które muszą się gdzieś odkładać. U panów gromadzą się w okolicy brzucha, a u pań w okolicy ud i bioder. Tak jednak dzieje się tylko w pierwszej fazie nałogowego picia. Gdy alkohol zaczyna niszczyć organizm, można zaobserwować znaczny spadek masy ciała.
Życie w nieustannym stresie prowadzi do wzmożonego wytwarzania przez organizm kortyzolu, który to hormon w naturalny sposób zwiększa nasz apetyt, zwłaszcza na wysokokaloryczne przekąski. Tak więc znowu nie sam stres, ale wzmożony apetyt są powodem przyrostu wagi. Jeżeli nauczymy się rozładowywać stres bez podjadania, problem nadwagi przestanie istnieć.


http://www.poradnikzdrowie.pl/sprawdz-sie/sygnaly-ciala/choroby-ktore-sprzyjaja-tyciu_37228.html

piątek, 6 listopada 2015

Naturalny Błonnik Witalny
1200g
opakowanie wystarcza na ponad 3 miesiące


Błonnik jest to składnik roślinny, którego organizm człowieka nie potrafi strawić. Mimo iż nie posiada praktycznie wartości odżywczych, jest on niezbędny do prawidłowej pracy całego układu trawiennego. Błonnik znajduje się w ziarnach zbóż, owocach, warzywach (szczególnie strączkowych), orzechach i nasionach. Jednak największą jego zawartość można znaleźć babce płesznik i babce jajowatej. Błonnik witalny jest to błonnik naturalny, w 100% pochodzenia roślinnego, bez syntetycznych dodatków.
Substancje śluzotwórcze zawarte w obu babkach sprzyjają uczuciu sytości oraz regulują trawienie. Nasiona i łuski, ze względu na swoje właściwosci hamowania uczucia głodu, są szeroko wykorzystywane w dietach odchudzających. Regularne dostarczanie błonnika poprawia samopoczucie i koncentracje, oczyszcza wątrobę i działa antynowotworowo. Obniża ciśnienie, obniża poziom glukozy we krwi i przywraca równowagę w organiźmie.


Babka płesznik Plantago Psyllium
Nasiona babki płesznika obfitują w śluzy zawierające kwas uronowy, arabiozę i ksylozę. Znalazły swoje zastosowanie w lekach probiotycznych, środkach odchudzających i regulujących wypróżnianie. Leczy podrażnienia przewodu pokarmowego - działa osłonowo i przeciwzapalnie. Stosowany na zaparcia ale również łagodzi biegunki. Babka płesznik jest bezpieczna dla dzieci i niemowląt oraz osób w podeszłym wieku – dla tej grupy osób szczególnie polecana jest postać kleiku z nasion. Psyllium obniża poziom cholesterolu i cukru we krwi, a nasiona mielone wpomagają leczenie przerostu gruczołu krokowego.

Nasiona babki płesznik zawierają 10-12% śluzów zbudowanych z kwaśnych arabinoksylanów, kwasu galakturonowego i ramnozy. W nasionach płesznika jest od 5 do 13% tłustego oleju, trisacharyd planteoza = planteose i 0,14% irydoidów. Nie zawierają skrobi.

Łuska babki jajowatej
Łupina nasion babki owalnej (jajowatej) zawiera ok. 80% śluzów. Skrobia jest wykrywalna. Nieco oleju tłustego, nieco protein, brak irydoidów. Dzięki błonnikowi łuska babki jajowatej pochłania duże ilości wody wraz z toksynami, które następnie pozwala szybko wydalić. Poprawiając perystaltykę jelit, ułatwia proces wypróżniania.
Śluzy zawarte w łupinie działają osłonowo - powlekają złogi i dodatkowo ułatwiają ich wydalanie.
Jest bogatym źródłem rozpuszczalnego, śluzowatego błonnika pokarmowego, dzięki czemu skutecznie wspomaga metabolizm i pracę jelit. W przypadku zaparć zmiękcza konsystencję treści jelitowej, zwiększa jej objętość, co poprawia perystaltykę jelit i ułatwia oraz przyspiesza wypróżnianie. Posiada ona zdolność absorpcji toksyn w przewodzie pokarmowym, poprawia trawienie, wpływa pozytywnie na wzrost liczby dobrych bakterii w jelitach, oczyszcza je oraz łagodzi objawy biegunki. Jednocześnie wspomaga ona odchudzanie zmniejszając uczucie głodu, co korzystnie wpływa na zmniejszenie apetytu. Podana trzy godziny przed posiłkiem i bezpośrednio po posiłku w znacznym stopniu zwiększa uczucie nasycenia.

Dawkowanie: 1-3 x dziennie po 3 łyżeczki błonnika wymieszanego z 0,5l płynu. Należy pić w ciągu dnia dużo płynów. Nie stosować na noc. Nie przyjmować w jednym czasie z lekami- zrobić odstęp 1 godzinny.

czwartek, 5 listopada 2015


Koniec chemioterapii – kolejne szokujące odkrycia

Dziś „wyskoczył mi” kolejny smutny artykuł o nieskuteczności chemioterapii. Pewnie znów wielu będzie się burzyć. Wiem, że chemia w naszym kraju to taka „święta krowa”… Każdy decyduje za siebie. Poniższy artykuł nie jest poradą lekarską, ani jej nie zastępuje. Przetłumaczę Wam dziś po prostu tekst, który dziś znalazłam…
41lat ignorowanych badań...
41 lat ignorowanych badań…
Chemioterapia to jeden z najkosztowniejszych zabiegów na świecie, jednak wielu podważa nie tylko jej skuteczność, ale też to czy nie robi więcej szkody niż pożytku… Okazuje się, że już od ponad 40 lat wiadomo, że z chemią jest coś nie tak…
Dr. Hardin B. Jones, były profesor fizyki medycznej i fizjologii w Berkeley, w Kalifornii, po ponad 25 latach badań doszedł do wniosku, że chemioterapia, promieniowanie i operacja nie tylko nie działają i nie przedłużają życia pacjentowi z rakiem, ale pacjenci poddający się tego typu zabiegom onkologicznym w wielu przypadkach umierają znacznie szybciej, niż ci, którzy nie decydują się na tego typu terapie.
„Ludzie, którzy odmówili chemioterapii żyją średnio 12 i pół roku dłużej niż ludzie, którzy są w trakcie chemioterapii” napisał Dr. Jones w czasopiśmie New York Academy of Sciences. W 1969 roku przedstawił swoje badania na seminarium publicystów naukowych American Cancer Society, jednak jak widać niewielu wzięło je sobie do serca….
Chemioterapia nie działa tak, jak zakładano, ponieważ zabija zdrowe komórki szybciej niż to ma wpływ na komórki nowotworowe. Organizm staje się więc coraz bardziej osłabiony i bezbronny. Dodatkowo skutki uboczne toksyn sprawiają, że ledwo żywy organizm, pozbawiony układu odpornościowego nie ma jak się wyleczyć. Jak twierdzi Jones: „To nie jest rak zabija ofiary, lecz zniszczenie mechanizmów obrony (układu odpornościowego) organizmu, co ostatecznie prowadzi do śmierci”.
Jones i jego zona rozważali, by w razie choroby trzymać się z dala od głównego nurtu i starać się utrzymać zdrowie organizmu na tak wysokim poziomie jak to tylko możliwe. W swojej publikacja:Studies on Treatment with Vitamins Jones” (Studia nad leczeniem witaminami) Jones wskazuje na duży potencjał leczenia żywieniowego. Lekarze A. Hoffer i Linus Pauling przeanalizowali badania Jonesa. Wynika z nich, że pacjenci przyjmujący zestaw witamin i minerałów opracowany przez Jonesa, przeżywali  przeważnie 4 razy dłużej niż ci, którzy ich nie brali. Zestaw ten proponowany jest również jako profilaktyka antyrakowa, tyle że w takim wypadku dawki byłyby niższe.
Przepis witaminowy Jonesa zawiera: dzienną dawkę 12 g witaminy C, witaminę B3, B6 i innych witamin z grupy B, kwas foliowy, witaminę E, beta-karoten, selen, cynk, a czasem innych minerałów (uwaga: naturalne witaminy i minerały są prawie zawsze najlepszą opcją, nie wszystkie są sobie równe). Pozostałymi elementami leczenia było wprowadzenie zdrowej diety i dbanie o zdrowie psychiczne pacjentów.
Jones badał też czynniki rakotwórcze i ich wpływ na rozwój choroby, a także skuteczność rożnych rodzajów terapii. Owoce 41 lat badań znajdziecie online w Bancroft Library of Berkeley w Kalifornii.
Nie jest tak, że każdy po chemioterapii musi umrzeć. Jones wskazywał na czynniki takie jak zmiana odżywiania, wsparcie emocjonalne, zmiana sposobu myślenia oraz inne czynniki, które mają ogromny wpływ na regeneracje organizmu i sprawiają, że możliwym jest, aby żyć i uzdrowić ciało po chemioterapii.
Choć sama chemioterapia jest wciąż modernizowana – efekty są marne. Mimo wszystko rokowania chemioterapii są dość ponure w porównaniu z metodami naturalnymi i holistycznymi podejmowanymi w specjalnych placówkach i w domach.
Według głównych badań przeprowadzonych przez Zakład Radioterapii Onkologicznej w Centrum Onkologii w Północnym Sydney, opublikowanych w czasopiśmie Clinical Oncology w grudniu 2004: Rzeczywisty wpływ chemioterapii na przeżywalność dorosłych Amerykanów czyli tzw. skuteczność chemioterapii to zaledwie 2,1% (!), i to tylko tych badanych przez 5 lat po zakończeniu leczenia, czyli „prawdziwa przeżywalność” jest jeszcze niższa…
Jak zastanawiają się autorzy artykułu z viralalternativenews.com„Przy tak dużym ryzyku i wielu efektów paskudnych skutkach ubocznych otaczających chemię, myślisz, że jest  to jest warte ryzyka?
Aby uzyskać więcej informacji na temat prawdziwej historii raka, można obejrzeć ” The Truth About Cancer: A Global Quest „, emitowany na Free Online.
Ten artykuł powstał jedynie w celach informacyjnych i nie stanowią porady lekarskiej. Nie ma na celu leczenia, wyleczenia lub zapobiegania chorobom. Należy skontaktować się z lekarzem przed podjęciem jakichkolwiek poważnych zmian.”
oryginalny pełen tekst artykułu znajdziecie: http://www.viralalternativenews.com/
tłum. i wstęp: MariMar
POKREWNE TEKSTY:
Medyczne oszustwo – chemioterapia „dokarmia” raka
Zdrowie jest w Głowie

Dr Aleksandra Niedzwiecki: Leki przeciwnowotworowe powodują… rozwój raka, czyli pacjent w matrixie

dr Niedzwiecki

Dlaczego wciąż stosuje się chemioterapię, skoro wykazano jej skuteczność na poziomie zaledwie dwóch procent? Do tego jest wysoce toksyczna, szalenie droga i ma fatalne skutki uboczne. Leki nowotworowe powodują rozwój raka wywiad z dr ALEKSANDRĄ NIEDZWIECKI z Instytutu Medycyny Komórkowej w Kalifornii o firmach farmaceutycznych, chemioterapii, dyskredytowaniu naturalnych leków i drenażu budżetów.

Aleksandra Niedzwiecki jest doktorem biochemii. Współpracowała z dwoma laureatami Nagrody Nobla — prof. Geraldem Edelmanem i dr. Linusem Paulingiem. W Instytucie Linusa Paulinga objęła kierownictwo badań nad chorobami serca. Wspólnie z dr. Matthiasem Rathem rozpoczęła tam badania nad rolą substancji odżywczych w chorobach serca i układu krążenia. Obecnie jest przewodniczącą zarządu i dyrektorem badań Instytutu Medycyny Komórkowej Dr. Ratha w Kalifornii, wiceprezydentem Fundacji Zdrowia Dr. Ratha i prezesem Dr Rath Humanities Foundation. Opublikowała ponad 90 naukowych prac badawczych w renomowanych międzynarodowych czasopismach naukowych, jest współautorką rozdziałów książek naukowych i popularnonaukowych. Dr Niedzwiecki jest członkiem American College of Nutrition, zasiada w naukowym zarządzie wydawniczym „International Journal of Oncology”, jest współredaktorką magazynu „Cellular Health Communications” i innych, jak i członkiem wielu organizacji zawodowych: American Heart Association, American Medical Women’s Association, Council on Arteriosclerosis, American Academy for the Advancement of Science.
„ZNAKI CZASU”: Zespół naukowców pod kierunkiem Pani i doktora Matthiasa Ratha dokonał rewolucyjnego odkrycia – poznaliście mechanizmy przerzutów raka i umiecie je kontrolować. Opracowaliście naturalny preparat hamujący metastazę. A to znaczy, że rak został pokonany i pacjent może żyć. To godne nobla, tymczasem ani nobla, ani nawet rozgłosu w mediach. Dlaczego?
ALEKSANDRA NIEDZWIECKI: Szczególna waga naszych badań w dziedzinie raka polega na tym, że skoncentrowaliśmy się na badaniach metastazy – czyli procesu, który jest najniebezpieczniejszym stadium raka. Co więcej, nasze badania nad kontrolą raka ukierunkowane są na biologiczną regulację tego procesu przy pomocy naturalnych substancji. Kierunek ten okazał się właściwy i opracowaliśmy specyficzny zestaw naturalnych składników odżywczych, który jest skuteczny w kontroli głównych mechanizmów raka. To, że rozpad tkanki otaczającej komórki raka jest niezbędny do migracji komórek i inwazji do innych organów, było znane już wcześniej. Myśmy wykazali, że specyficzny zestaw mikroelementów* pozwala kontrolować ten proces w sposób naturalny. Nie ma obecnie żadnej metody wykazującej tak skuteczne kompleksowe działanie.
Chyba nie jest to zaskoczenie, że prasa milczy. Gdyby podobne rezultaty mogły być osiągnięte przy pomocy leku farmaceutycznego, to sytuacja byłaby inna. Substancji naturalnych nie można opatentować i nie gwarantują one tak ogromnych zysków jak leki. A poza tym – czy firmy farmaceutyczne są rzeczywiście zainteresowane wyleczeniem raka? Zarabiają krocie na lekach chemioterapeutycznych i innych, które pacjenci muszą brać, by walczyć z dewastującym wpływem chemioterapii na organizm. Jest to zastanawiające, że chociaż metastaza jest odpowiedzialna za śmierć 9 na 10 pacjentów chorych na raka, to zainteresowanie badaniami metastazy jest znikome. Tylko pięć procent funduszy badawczych w raku jest dedykowane badaniom metastazy. Pytanie: dlaczego?
Jeśli chodzi o Nagrodę Nobla, to bardzo się ona zdewaluowała. Poza tym największą nagrodą dla każdego naukowca jest to, że wyniki badań przynoszą korzyść ludziom.
Dr Aleksandra Niedzwiecki
Medycyna naturalna, szczególnie terapie raka, bywa kojarzona z szarlatanerią. Lekarze uważają ją za nieskuteczną i przestrzegają pacjentów. W USA nawet zabronione są naturalne terapie raka. Dlaczego tak się dzieje?
– Jest to wynik wpływu ogromnego i potężnego lobby farmaceutycznego, które kontroluje medycynę, polityków, media i świat finansowy. Szkoły medyczne kształcą lekarzy w dziedzinie farmakologii, a nie roli żywienia. Młodzi lekarze nie mają dostatecznej wiedzy o tym, jak ważne są mikroelementy dla zdrowia. Poza tym poddani są presji, by nie odbiegać od ustalonych standardów. Spotkałam się ostatnio w USA z taką oto opinią lekarza zapytanego, czy mikroelementy są pomocne jako dodatkowa terapia w raku: „Nie wiem i ten temat mnie zupełnie nie interesuje”. Niestety, nie jest to odosobniona opinia. Może też przynosi psychiczny komfort, gdyż wiedząc, jak bardzo są pomocne naturalne metody, trudno byłoby rekomendować leki, szczególnie te, których działanie jest kwestionowane.
Należy również przyznać, że w dziedzinie medycyny naturalnej pojawiają się też osoby nieodpowiedzialne, promujące metody niepoparte naukowo. Jednak wraz z rozwojem tej dziedziny zostaną one wyparte przez naukowo udowodnione, skuteczne sposoby utrzymania zdrowia i walki z chorobami, bazujące na naturalnych, bezpiecznych i skutecznych związkach naturalnych.
Jakie są naukowe dowody skuteczności naturalnego podejścia do raka?
– Jest ich wiele. Nasza grupa naukowców opublikowała na ten temat ponad 70 prac naukowych, wskazujących, że naturalny zestaw mikroelementów jest skuteczny w kontroli głównych mechanizmów działania raka w ponad 40 różnych rodzajach komórek raka. Publikacje te są dostępne w PubMed – głównym źródle informacji medycznej i naukowej. Wiedza ta jest akceptowana w kręgach naukowych, jako że jesteśmy zapraszani przez redaktorów różnych książek naukowych, by publikować nasze osiągnięcia jako rozdziały w ich książkach.
Dlaczego ten naturalny kierunek nie jest promowany? 20 lat temu dr Rath pokazał światu, jak pokonać choroby serca i układu krążenia, włącznie z cofaniem zmian chorobowych — i to naturalnie! Nikt nie zakwestionował jego badań, a jednak świat medyczny nie wdrożył tych odkryć. W leczeniu nowotworów też macie naukowe dowody i też cisza…
– Dr Rath jasno przedstawił to w wielu swoich wypowiedziach i szeroko na łamach Fundacji Zdrowia Dr. Ratha – jest to biznes z chorób. Naukowo udokumentowane naturalne podejście do zdrowia – skuteczne, lecz niemożliwe do opatentowania – zagraża podstawom ekonomicznym tego biznesu. Nawet firmy farmaceutyczne akceptują wartość substancji naturalnych w zwalczaniu raka – obecnie jest prowadzonych ponad 100 badań klinicznych ze związkami naturalnymi w różnych aspektach tej choroby („Journal of Clinical Oncology” 2009, tom 27, s. 2712-2725). Oczywiście pomyślne rezultaty będą stosowane w sposób korzystny dla biznesu, czyli – chemiczna modyfikacja aktywnych składników, by je opatentować i mieć wyłączność ich sprzedaży za wysoką cenę. Jednoczesne prawne zabranianie dostępu do tych samych naturalnych związków to biznes z chorób.
Czy medycyna rzeczywiście leczy raka? Czy jest jakiś postęp?
– Niestety nie jest on realny, a właściwie postęp jest głównie w promowaniu i triumfalnym ogłaszaniu, że mamy nowy lek, który jest skuteczny w raku. Jednak potem zapada cisza, gdyż po jego wprowadzeniu okazuje się, że skuteczność jest niższa od oczekiwanej lub też żadna. Ale reklama pozwala ściągać nowe fundusze na dalsze badania, które idą w zasadzie w jednym kierunku: niszczenia komórek raka bronią chemiczną. Czas, by zaakceptować fakt, że rak pozostaje w dalszym ciągu drugą przyczyną śmierci i diagnoza raka stale rośnie. Nie można spodziewać się innych rezultatów, robiąc wciąż to samo. Jeśli chodzi o stosowanie chemioterapii jako udowodnionej i skutecznej metody leczenia, to statystyki mówią inaczej. Przegląd skuteczności chemioterapii w 22 rodzajach raka wykazał, że zwiększa ona szanse na pięcioletnie przeżycie tylko o 2,1 procent i w wielu rodzajach raka nie ma żadnej korzyści. Badanie to opublikowane zostało w „Clinical Oncology” 2004, tom 16, s. 549-560. Niestety ta informacja nie trafia do pacjentów, a raczej poddawani są oni presji psychicznej, by tę metodę zaakceptować. Niewiele osób z diagnozą tej choroby ma siłę i wiedzę, by się temu przeciwstawić.
Jak medycyna tworzy statystyki uleczalności nowotworów?
– Wyleczenie zastąpiono „przeżyciem pięciu lat”. Średnio tylko około 60% pacjentów przeżywa pięć lat od diagnozy raka. W raku żołądka jest to 25%, płuc – 17%, trzustki – 5%.
Sumy wydawane na badania nad lekami rosną i statystyki nowotworów też. W Polsce w ciągu 15-20 najbliższych lat przewidywany jest wzrost o 40%, na świecie – według raportu „Lancet Oncology” – aż o 70%. Dwukrotny noblista Linus Pauling, z którym zresztą Pani współpracowała, powiedział, że większość badań nad rakiem to wielkie oszustwo…
– Tak, i sam tego doświadczył, kiedy jego protokół badań klinicznych z witaminą C został zmodyfikowany i statystyczne wyniki zmanipulowane, by wykazać nieskuteczność tej metody. Trudno jest również wprowadzać zmiany metod leczenia, jeśli badania kliniczne z substancjami naturalnymi mogą być przeprowadzane na pacjentach w terminalnym stadium raka, gdy już wszystkie metody konwencjonalne zawiodły.
Jest coraz więcej leków onkologicznych na rynku, ale leczenie wcale nie stało się skuteczniejsze. Jaki jest mechanizm dopuszczania ich na rynek?
– Dopuszcza się leki, które wykazują minimalne skutki pozytywne w badaniach klinicznych na wyselekcjonowanej grupie pacjentów — gdy w badaniach klinicznych powodują zmniejszenie guza nawet o 30%, tylko przez 28 dni i tylko u połowy pacjentów. Jednak każdy pacjent myśli: o, to jest lek, który był testowany i jest skuteczny.
Dlaczego wciąż stosuje się chemioterapię skoro wykazano jej skuteczność na poziomie zaledwie dwóch procent? Do tego jest wysoce toksyczna, szalenie droga i ma fatalne skutki uboczne.
– Przynosi ogromny profit, a do tego generuje nowe choroby (działania uboczne leków), które potrzebują nowych leków. Jest to spirala zysku — leki przepisywane na leczenie jednej choroby generują nowe, które zwiększają zapotrzebowanie na nowe leki i procedury medyczne. Toksyczność chemioterapii uruchamia całą gamę chorób ubocznych, które leczone są wieloma środkami farmaceutycznymi i intensywnymi terapiami. Mówię o środkach przeciwbólowych łącznie z morfiną, sterydach i innych lekach przeciwzapalnych, antybiotykach, antydepresantach, transfuzjach krwi itd. Chemioterapia też generuje zmiany nowotworowe w komórkach, powodując rozwój nowych rodzajów raka. O tej epidemii i biznesie z chemioterapii piszemy szczegółowo na stronie www.chemo-facts.com.
Co naprawdę trafia do krwi pacjenta poddanego chemioterapii?
– Najbardziej toksyczne związki chemiczne znane człowiekowi. Pierwszy specyfik stosowany w chemioterapii był pochodną gazu musztardowego, związku używanego podczas I wojny światowej jako broń chemiczna! Ciekłe pochodne tego śmiercionośnego gazu są do dzisiaj stosowane w leczeniu pacjentów chorych na raka: mechloroetamina, cyklofosfamid, chlorambucyl, ifosfamid. Istnieje także kilka innych grup wysoce toksycznych substancji aplikowanych pacjentom. Wspólnym mianownikiem wszystkich tych związków jest to, że powodują one uszkodzenia DNA, w cząsteczkach dziedziczenia w jądrze komórkowym, oraz wpływają na inne podstawowe procesy biologiczne zachodzące w komórkach naszego ciała. W chemioterapii niszczone są wszystkie komórki w ciele pacjenta, też te zdrowe, stąd podejście to przypomina stosowanie broni masowego rażenia. Nawet pracownikom służby zdrowia mającym kontakt z lekami stosowanymi w chemioterapii przypomina się w zasadach BHP o ryzyku uszkodzenia DNA, wad wrodzonych u dzieci, rozwoju nowych nowotworów, uszkodzenia organów. Osoby te muszą nosić specjalne rękawice, okulary i fartuchy ochronne. Wyjątkowo narażeni na utratę zdrowia są członkowie rodziny pacjenta, opiekunowie i wszyscy, którzy mają z nim kontakt.
Dlaczego pacjenci dobrowolnie poddają się tak toksycznym procedurom i nie szukają innych rozwiązań? Z powodu niewiedzy? Z wiary w medycynę lekową?
– To wojna psychologiczna. Pacjent, który kojarzy diagnozę raka z najgorszym — ze śmiercią, automatycznie popada w stan strachu i rozpaczy. To z kolei sprawia, że staje się podatny na każdego rodzaju terapię — nawet gdy samo leczenie jest potencjalnie śmiertelne — o ile tylko oddali ona, choćby na krótki czas, perspektywę śmierci. Dopóki rak będzie traktowany jak wyrok śmierci, biznes inwestycyjny chemioterapii będzie kwitł. Jeszcze bardziej ponury jest fakt, że chemioterapia nie jest w stanie przedłużyć życia pacjentów cierpiących na pewne rodzaje nowotworów, np. raka prostaty, skóry (czerniaka), pęcherza moczowego, nerek, trzustki.
Są chyba granice absurdu. Leki na nowotwory powodują nowotwory. Ba, według amerykańskiego Narodowego Instytutu Zdrowia ponad 40% wszystkich preparatów farmaceutycznych jest potencjalnie rakotwórczych!
Z raportów wynika, że 87% leków nowotworowych może powodować rozwój raka, rakotwórcze skutki uboczne może mieć 50% antybiotyków, składniki potencjalnie rakotwórcze zawiera 60% leków przepisywanych pacjentom chorym na depresję i cierpiącym na zaburzenia mentalne, prawie wszystkie immunosupresanty wspomagają rozwój raka. Wiele innych leków, jak te stosowane przy alergiach, jest zaliczanych do rakotwórczych. Źródłem tej patologii jest syntetyczne pochodzenie składników tworzonych drogą chemiczną, a nie ekstrahowanych z naturalnych substancji. Ludzki organizm nie rozpoznaje ich i nie potrafi ich skutecznie neutralizować i eliminować. Większość tych leków uszkadza DNA komórek, tym samym zapoczątkowując procesy nowotworowe.
Parę lat po wprowadzeniu leków na obniżenie cholesterolu — statyn — ukazała się publikacja w „Journalof the American Medical Association” z 2006 roku wskazująca, że wszystkie leki z tej grupy są rakotwórcze. Badania te były prowadzone na zwierzętach. Badania sponsorowane przez ich producentów starały się to zdementować. Ostatnio nawet zaczyna się promować statyny do prewencji raka, pomimo wielu badań klinicznych przeczących temu.
Czy leki estrogenowe to też przykład „synergii marketingowej”?
– Leki estrogenowe oferowane są milionom młodych kobiet w formie hormonalnych środków antykoncepcyjnych, a kobietom dojrzałym — w formie hormonalnej terapii zastępczej jako zapobiegającej osteoporozie i objawom menopauzy. Od 1941 roku jest wiadomo, że estrogen zwiększa ryzyko rozwoju raka. Pobudza m.in. działanie enzymów trawiących kolagen, które wspomagają wzrost i rozwój komórek rakowych. Długookresowe przyjmowanie takich leków zwiększa ryzyko form raka zależnych od estrogenów: piersi, macicy, szyjki macicy, jajników. Potwierdziły to badania Narodowego Instytutu Zdrowia w USA (NIH) na ponad 16 tys. kobiet biorących estrogenową terapię zastępczą. W tej mierze rynek leków estrogenowych napędza rynek leków przeciwnowotworowych.
Jak udało się przemysłowi farmaceutycznemu zmonopolizować biznes raka?
– Ogromna potęga finansowa i ogromne lobby. To największy i najbardziej dochodowy biznes inwestycyjny na świecie. A spośród wszystkich sprzedawanych leków farmaceutycznych leki onkologiczne są tymi, których sprzedaż przynosi największe zyski. Np. zysk ze sprzedaży tych leków za sam 2010 rok wyniósł aż 56 miliardów dolarów!
Lekceważenie naturalnych terapii nie tylko uderza w nasze zdrowie, ale i w budżety państw. Jak wygląda biznes raka w Polsce?
– Leki stanowią 27 procent budżetu służby zdrowia. Szczególnie wysoki jest wzrost wydatków na leki onkologiczne — 49 procent i krwiotwórcze — 21 procent, z których wiele stosuje się właśnie u chorych na raka. Zapotrzebowanie na leki onkologiczne w ciągu sześciu lat — od 2006 do 2010 roku — wzrosło na świecie o 232 proc.
Czasem się słyszy, że wręcz brakuje chemioterapeutyków. O co tu chodzi?
– Jak zwykle chodzi o zyski. Leki o wygasłych patentach są tańsze i nie przynoszą zysków, więc albo się je minimalnie modyfikuje — podnosząc ogromnie cenę — lub płaci firmom produkującym te leki o wygasłych patentach, by zaniechały ich produkcji na jakiś czas. Na przykład koszt paclitaxelu to 312 dolarów, podczas gdy podobny, ale patentowy lek abraxane kosztuje 5824 dolarów za dawkę; doxorubicin to 120 dolarów za jedną dawkę, ale liposomalny doxorubicin to już 5789 dolarów — a zmodyfikowano tu tylko sposób przenikania leku do komórki.
„International Herald Tribune” z marca 2003 roku zacytowała wypowiedź dyrektora koncernu farmaceutycznego wprowadzającego nowy lek na rynek: „Pierwsza tragedia — to jeżeli lek spowoduje śmierć. Druga tragedia — to jeżeli uzdrowi ludzi. Prawdziwie dobre leki to są te, które muszą być wciąż używane i to przez długi, długi czas”. Nawet tego się nie ukrywa…
– To jest przemysł inwestycyjny napędzany zyskami udziałowców. Wyleczenie chorób to cel drugoplanowy. Rynkiem zbytu dla tego przemysłu jest nasze ciało, ale nie wtedy, kiedy jesteśmy zdrowi, tylko wtedy, kiedy jesteśmy chorzy. Dlatego około 80 procent leków działa nie na przyczyny chorób, ale na symptomy. Jak długo ludzie i pacjenci będą tolerować taki stan rzeczy i działanie przeciwko ich własnym interesom, tak długo będzie ten stan kontynuowany. Edukacja w dziedzinie zdrowia jest kluczem do zmian.
Piszecie w książce Zwycięstwo nad rakiem — Pani i dr Rath — że aby zrozumieć skutki działania biznesu z chorób, trzeba przeanalizować historię przemysłu chemiczno-farmaceutycznego związanego z obiema wojnami światowymi.
Niesławny IG Farben — kartel farmaceutyczno-chemiczny — to przykład udziału biznesu w nieetycznej, a nawet zbrodniczej działalności. Został on rozwiązany i aż 24 dyrektorów IG Farben stanęło przed Trybunałem Norymberskim. Kilku z nich skazano za zbrodnie przeciwko ludzkości. Wśród nich był Fritz Ter Meer, dyrektor jednej z firm, członek zarządu IG Farben, członek partii nazistowskiej i Ministerstwa Wojny III Rzeszy. Proszę sobie wyobrazić, że szef największej firmy farmaceutycznej, lider przemysłu, który się przedstawia jako służący ludzkości, został skazany za zbrodnie przeciw ludzkości.
Ale chyba jeszcze bardziej zaskakujące jest to, że zbrodniarz wojenny, skazany przez Trybunał, po wyjściu na wolność został w roku 1956… prezesem tej samej firmy farmaceutycznej!
– Nie tylko on jeden, historia wskazuje, że wielu aktywnych działaczy firm w ramach IG Farben powróciło na kierownicze stanowiska w swoich macierzystych firmach. Nasze podręczniki historii informują, że śmiertelne w skutkach eksperymenty medyczne w obozach koncentracyjnych były przeprowadzane przez psychopatów. Ale dokumenty Trybunału Norymberskiego ukazują odmienny obraz. Większość eksperymentów nie stanowiła pojedynczych „doświadczeń”, lecz była częścią badań na ludziach na dużą skalę. Lekarzami przeprowadzającymi te eksperymenty nie byli wyłącznie członkowie SS, lecz także profesjonalni badacze leków farmaceutycznych, czasem nawet lekarze bezpośrednio zatrudnieni i opłacani przez niemieckie firmy farmaceutyczne. Leki były dostarczane z tych firm bezpośrednio do obozów, a wyniki często śmiertelnych w skutkach eksperymentów raportowane były bezpośrednio do zarządów tych koncernów. Zastanawiające jest, ile wysiłku włożono w to, by te fakty były pogrzebane przez ponad pół wieku. Wszystkie te informacje i dokumenty dostępne są obecnie online pod adresem: http://www.profit-over-life.org.
W tym samym 1956 roku powołano Komisję Europejską. Łączycie ją z polityką firm farmaceutycznych. Dlaczego?
Pierwszym przewodniczącym Komisji Europejskiej został Walter Hallstein, nazistowski prawnik, mianowany później głównym architektem brukselskiej Unii Europejskiej. Przez następnych 10 lat, kierując administracją składającą się z kilku tysięcy biurokratów, realizował plan utworzenia „centralnego biura kartelu”, operującego poza jakąkolwiek demokratyczną kontrolą. O ile członkowie Parlamentu Unii Europejskiej są wybierani w wyborach powszechnych przez 500 milionów Europejczyków, o tyle Komisja Europejska działa z nadania. Ma do swej dyspozycji 54 tys. zawodowych technokratów i urzędników działających w ramach brukselskiej UE bez żadnych demokratycznych wyborów. Na każdego wybranego członka Parlamentu przypada 80 biurokratów Komisji trzymających ich pod kontrolą, reprezentujących interesy korporacji. Jednym z kluczowych celów Komisji była protekcja wielomiliardowych rynków zbytu na leki farmaceutyczne poprzez zdelegalizowanie naturalnych metod kontroli zdrowia.
Polityczna ochrona patentów?
– Do swojej dyspozycji Komisja ma różne ciała. Jedna z nich to Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności (EFSA). Ustanawia on restrykcje dla naturalnych terapii pod pretekstem tzw. regulacji. Jak EFSA reguluje żywność? Na przykład dyrektywa suplementów diety z 2002 roku wprowadza restrykcje w dopuszczaniu składników naturalnych i ogranicza ich dawki w suplementach diety. By ukryć właściwe cele tych przepisów, utrzymuje się, że maksymalne dawki składników ustalane są w oparciu o metody naukowe w procesie tzw. naukowej ewaluacji ryzyka. Tymczasem większość tych proponowanych metod jest bezpodstawna lub całkowicie nienaukowa. Dowodzą tego m.in. statystyki w USA, gdzie suplementy nie są regulowane i są stosowane przez 68 procent społeczeństwa. Według „Annual Report Clinical Toxicology” 2008, 46, 927-1057, z powodu stosowania leków zanotowano w tym jednym roku prawie 50 tys. zgonów — w roku 2010 to już ponad 82 tys. zgonów — a życie blisko 320 tys. osób było zagrożone. Ile osób zmarło w tym czasie z powodu stosowania suplementów? Zero. To jest problem i o tym trzeba mówić, a nie o tym, że witaminy są niebezpieczne.
Inny przykład to dyrektywa produktów tradycyjnych ziół medycznych z 2004 roku. Wymaga ona, by wszystkie produkty zielarskie przechodziły bardzo kosztowne procedury rejestracji. Oczywiście mniejsze firmy nie są w stanie tych rejestracji przeprowadzić. Zioła bez licencji będą zabronione i usunięte z rynku. A przecież są to te same związki, które były legalnie dostępne w Europie od dziesięcioleci, nie powodując żadnych niepożądanych skutków dla zdrowia całych populacji. A co firmy farmaceutyczne robią w tym czasie? Pracują nad wyizolowaniem substancji aktywnych z tych ziół i ich chemiczną modyfikacją, aby mieć na nie wyłączność patentową. W ten sposób zastępowane są skuteczne, bezpieczne i niedrogie metody ochrony zdrowia przez kosztowne, bo patentowane, i niebezpieczne leki chemiczne o skutkach ubocznych.
Kolejna regulacja — z 2006 roku dotycząca związku pomiędzy zdrowiem a pożywieniem — zabrania wszelkich sugestii lub powiązań między pożywieniem lub jego składnikami a specyficznymi korzyściami dla zdrowia, nawet jeśli istnieją naukowe dowody na taki związek. Stwierdzenia, że np. płatki owsiane pomagają obniżyć cholesterol, muszą być autoryzowane przez Komisję Europejską.
Ile razy przemysł farmaceutyczny pozywał Was do sądu? Chyba żadne odkrycie w dziedzinie naturalnej terapii raka nie było tak zwalczane jak Wasze.
– Niezliczone razy – dokumentacja tych procesów zajmuje wszystkie półki w dużym pokoju u naszych adwokatów. Większość to personalne ataki na doktora Ratha, przez które opozycja stara się go zniszczyć i zmusić do milczenia. Za każdym razem dowody, jakie przedstawiliśmy, i fakty obroniły nas.
Jakie są ekonomiczne i polityczne konsekwencje epidemii raka?
– Według Światowego Forum Ekonomicznego z 2011 roku roczny koszt raka i innych nieinfekcyjnych chorób osiągnie w 2030 roku 47 bilionów dolarów. To trzykrotna wartość produktu krajowego brutto całej Unii Europejskiej. Bogactwa niektórych firm są trudne do wyobrażenia — na przykład firma Pfizer może kupić Polskę.
Polityczne konsekwencje przy nakręcaniu spirali kosztów to ruina gospodarcza państw prowadząca do międzynarodowego kryzysu gospodarczego, a w konsekwencji politycznej dyktatury UE. Grecja to dopiero początek. Inne kraje czekają w kolejce: Irlandia, Włochy, Portugalia, Hiszpania. Wysysanie gospodarek trwa. Ameryka też przeżywa kryzys. Barak Obama zrozumiał, że najlepszym sposobem, by zmniejszyć deficyt, jest zmniejszenie kosztów opieki zdrowotnej, o czym powiedział w marcu 2009 roku. Kluczem do niezależności ekonomicznej społeczeństw jest koniec biznesu z chorób.
O ile można by zmniejszyć koszty opieki zdrowotnej państw, gdyby zamiast drogich opatentowanych leków refundować naturalne terapie?
– Można i to znacznie. Kilka lat temu renomowana na skalę międzynarodową grupa konsultacyjno-badawcza w zakresie narodowej polityki i usług w dziedzinie zdrowia – The Lewin Group z Wielkiej Brytanii – ogłosiła wyniki badań w tej dziedzinie. Wykazały one między innymi, że w USA przez suplementację wapnia i witaminy D u seniorów można by zapobiec około 776 tys. hospitalizacji z powodu złamań stawu biodrowego, co równałoby się oszczędnościom ponad 16 miliardów dolarów w skali pięciu lat. Podobnie oszczędności związane z braniem 400 mcg kwasu foliowego przez kobiety w okresie rozrodczym wyniosłyby około 334 milionów dolarów już w pierwszym roku ich stosowania. Suplementacja kwasów omega-3 przez osoby starsze prowadziłaby do zaoszczędzenia około 43 miliardów poprzez zmniejszenie ryzyka zawałów serca i związanych z tym kosztów. Są to duże sumy, które mogą być przekazane w budżecie państw na poprawę rynku pracy, edukacji i wiele potrzebnych celów. Stosowanie naturalnych terapii prowadzi również do znacznego zmniejszenia nowych chorób i hospitalizacji wynikających z działań ubocznych leków przepisywanych na receptę. Jest to po chorobach serca, raku i udarach mózgu czwarta przyczyna śmierci. Tej przyczynie możemy w znacznym stopniu zapobiec, jeśli jesteśmy tego faktu świadomi i zaczniemy działać, by to zmienić. Ten problem dotyka nas wszystkich, niezależnie od zajmowanego stanowiska, wieku i stanu majątkowego, dotyczy każdego podchodzącego z receptą do okienka w aptece.
Walter Last, jeden z naukowców, zwolennik naturalnych terapii, proponuje, by zakazać finansowania przez firmy farmaceutyczne szkolnictwa medycznego oraz stosowania marketingu i reklamy ukierunkowanej na pacjentów i lekarzy. Przy takiej polityce traci przecież autorytet lekarza.
Świadome tego środowisko medyczne zaczyna protestować. Dr Catherine D. DeAngelis, która była przez wiele lat redaktorem naczelnym najbardziej znanego pisma medycznego — „Journal of the American Medical Association”, napisała: „Wpływy, jakie firmy produkujące leki – te bazujące na zyskach – mają na każdy aspekt medycyny, są tak przejrzyste, że trzeba być głuchym, ślepym lub głupim, by tego nie widzieć”. Pod presją zrezygnowała z tego stanowiska w 2011 roku, ale w dalszym ciągu pracuje w John Hopkins School of Public Health.
dr Catherine D. DeAngelis
Dr Catherine D. DeAngelis
Również była redaktorka naczelna „New England Journal of Medicine”, a obecnie wykładowca na Uniwersytecie Harvarda — dr Marcia Angell jest znana z ostrej krytyki działania przemysłu farmaceutycznego. Przedstawiła ją w znanej książce „Prawda o firmach farmaceutycznych — jak nas oszukują i jak możemy temu przeciwdziałać”, jak i w wielu innych publikacjach i wypowiedziach.
Dr Marcia Angell
Dr Marcia Angell
Jak widać, ten ruch sprzeciwu istnieje, i to również wśród prominentów medycyny.
Profesor Zygmunt Baumann powiedział, że wojna z kłamstwem jest nie do wygrania [a sam kłamie nt. swojej przeszłości – przyp. TAW], a jako socjolog obserwuje zanik społecznych mechanizmów dochodzenia do prawdy. Czy wierzy Pani w to, że uda się przekonać społeczeństwa i rządy do naturalnych terapii?
– To wszystko zależy od ludzi. My kontynuujemy nasze działania i szerzymy informacje i edukację. Strona organizacji World Health Alphabetization: http://www.wha-www.org stanowi otwarte źródło internetowe, dzięki któremu każdy może wziąć udział w zdrowotnym kursie edukacyjnym online. W języku polskim takie kursy są dostępne na stronie Koalicji Doktora Ratha w Obronie Zdrowia: www.dr-rath-koalicja.pl. Udostępniliśmy również w języku polskim nowy program interakcyjny BodyXQ — w internecie: eu.bodyxq.org oraz jako aplikacje na iPada czy iPhone’a. Pozwala on w trójmiarowym formacie zajrzeć w głąb naszego serca, zobaczyć, jak naturalne składniki odżywcze pomagają w jego funkcjach, np. normalizacji ciśnienia krwi, czy też w kontroli rozwoju raka. Nasza książka Zwycięstwo nad rakiem jest impulsem i motywacją do tego, aby teraz ludzkość skorzystała z szansy realizacji prawa do życia w świecie bez raka. Gdyby nie było odważnych ludzi, Ziemia byłaby wciąż płaska i mur berliński stałby nadal.
Rozmawiała Katarzyna Lewkowicz-Siejka
*Określenie mikroelementy dr Niedzwiecki stosuje w szerszym znaczeniu, niż przyjęto w Polsce. Rozumie przez to wszystkie substancje, których nasz organizm potrzebuje w mniejszych ilościach: witaminy, minerały, pierwiastki śladowe, aminokwasy, polifenole i inne substancje roślinne. Za makroelementy uznaje się w tym kontekście węglowodany, białka i tłuszcze.
[Artykuł pochodzi z miesięcznika „Znaki Czasu” 2/2013].

środa, 4 listopada 2015

Dendroterapia, czyli jak przyjąć pozytywną energię z drzew


1
Większość ludzi odeszło od natury tak bardzo, że nie zdają sobie sprawę z tego, że izolowanie się od natury, drzew, roślinności to droga do nikąd. Przyroda miała u starożytnych Słowian bardzo ważne miejsce. Pytanie jak współcześni odnoszą się do tego. Okazuje się, że istnieje nawet specjalny rodzaj leczenia za pomocą naturalnej energii, dendroterapia.
Drzewa i ludzie od zawsze koegzystowali. Truizmem jest stwierdzenie, że w lasach jest zdrowsze powietrze. Zwłaszcza w okolicy drzewa od dołu pnia do samej korony. Teoretycznie zatem obejmowanie drzew jest zdrowe samo w sobie, ale niektórzy wierzą, że drzewa transmitują do nich pozytywną życiową energię, która może uleczyć nasze ciała.
Brzmi to trochę jak guślarstwo, ale okazuje się, że dendroterapia ma solidne podstawy naukowe. Holenderscy naukowcy przebadali 10 tysięcy ochotniczek, kobiet w wieku 16 do 26 lat. Stwierdzono, że osoby mieszkające w okolicy lasu chorują o 20% rzadziej.
Biolodzy przeprowadzili eksperymenty z igłami sosnowymi, liśćmi brzozy, dębu i topoli. Umieszczono bakterie i rozdrobnione cząstki wspomnianych drzew. Próbka z igłami sosnowymi była wyczyszczona z mikroorganizmów po 10 minutach, przy liściach dębu po 15 minutach. Brzoza i topola potrzebowały na neutralizację 20 do 25 minut.
Badacze stwierdzają, że nawet posiadanie drewnianego domu może w znaczący sposób poprawić poziom dobrej energii. Drzewo jest w stanie oddziaływać na nasz organizm nawet w formie przetworzonej do bali i desek. Wpływ na nas ma nie tylko czyste powietrze a obcowanie z natura to tez obcowanie z wielkimi siłami życiowymi. Może to być czasami przytłaczające doświadczenie.
Drzewa dzieli się na „dawców” i „biorców”. Po prostu jedne ofiarowują energię a inne są odbierane negatywnie. Pozytywne są sosny, akacje, brzozy, jarzębina, jabłonie a niezbyt przyjazne są świerk, jodła, topola, osika, jałowiec, wiśnia, wierzba, olcha. Aby uzyskać energię z drzewa wystarczy oprzeć się o nie i dostroić interakcję. Aby tego dokonać trzeba podać nazwę drzewa i postarać się z nim porozmawiać. Trzeba mu powiedzieć o swoich problemach, następnie próbować się zrelaksować i wyobrażać sobie, że ciepła fala podąża od stóp do głów. Ćwiczeniu powinien towarzyszyć rytmiczny wdech i wydech.
Eksperci polecają dendroterapię wcześnie rano lub w godzinach 16:00 – 18:00 jednak nie później niż 2 do 3 godzin przed snem. Nie powinno się stać dłużej niż kilka minut przy pojedynczym drzewie, aby uniknąć skoków ciśnienia. W zimie można zwiększyć czas sesji do 5 minut. Najbardziej efektywny przekaz energetyczny jest też w przypadku drzew w czasie kwitnienia.
Podsumowując oto poznane właściwości niektórych drzew:
Dąb – jest silnym generatorem pozytywnej energii i przyczynia się do poprawy funkcjonowania mózgu. Działa również antystresowo. Dodatkowo dąb poprawia krążenie krwi oraz skraca okres wychodzenia z choroby.
Brzoza – jedno z najbardziej cenionych przez Słowian drzew. Może nawet wziąć na siebie chorobę danej osoby. Jest źródłem energii i witalności. Pomaga przy przeziębieniach i grypie. Brzoza idealnie jonizuje powietrze.
Modrzew – leczy zaburzenia układu nerwowego. Jest bardzo pomocny przy napadach melancholii i depresji. Jego działanie pozwala zobaczyć lepsze strony życia. W domach z modrzewiu zaleca się przebywanie osób z problemami układu oddechowego.
Sosna, buk, lipa, jabłoń – wzmacnia odporność organizmu, łagodzi zmęczenia, redukuje stres. Długotrwałe przebywanie w sosnowym lesie łagodzi kaszel i katar.
Osika, wierzba i topola – ofiarowują spokój, dają jasność myślenia. Mają też duże umiejętności „wampiryczne” przy dłuższych kontaktach.
Źródło: innemedium.p

wtorek, 3 listopada 2015

Jest szansa dla chorych na raka i inne nieuleczalne choroby – marihuana leczy to fakt


Naturalny lek na raka i wiele innych poważnych nieuleczalnych chorób,  bez skutków ubocznych, lek który nam dała MATKA NATURA a nie koncerny farmaceutyczne jest ciągle w Polsce nielegalny, ale jest szansa że coś się zmieni.
Chemiczne toksyczne lekarstwa mające olbrzymie skutki uboczne, wręcz niebezpieczne dla zdrowia można kupić na każdej stacji benzynowej, kiosku, sklepie – przykładem jest niebezpieczny wręcz zabójczy  paracetamol
Natomiast naturalna substancja, stosowana od tysięcy lat jest w Polsce zakazana, a ci którzy się z bardzo dobrym skutkiem leczą w podziemiu, kiedy medycyna akademicka rozkłada ręce – zostają w Polsce aresztowani i grozi im wiele lat więzienia.
marihuana leczy
Jerzy Vetulani profesor nauk przyrodniczych, neurobiolog, członek PAN i PAU ,  wiceprzewodniczący Rady Naukowej Instytutu Farmakologii w Akademii Nauk mówi „Lista chorób, przy których marihuana pomaga, jest imponująca i wciąż się wydłuża. Marihuana działa rewelacyjnie u osób chorych na stwardnienie rozsiane – bo znacząco zmniejsza spastyczność, a więc nadmierne napięcie mięśni. Z tego samego powodu pomaga osobom po porażeniu mózgowym i uszkodzeniu rdzenia. O tym się niewiele mówi publicznie, ale pacjenci ze stwardnieniem rozsianym często słyszą od swoich lekarzy, że najskuteczniejszą terapią jest dla nich przyjmowanie THC. Podobnie osoby, tak jak ja, chore na jaskrę – bo obniża ciśnienie śródgałkowe. Mój okulista powiedział mi wprost, że jedyne, co mogłoby pomóc mi na oczy, to palenie marihuany.”  Nie do końca wierzę, że uzależnienie od marihuany jest prawdziwe, bo jakoś ludzie nie zabijają się o marihuanę, tak jak o heroinę. Jeśli zatem siła uzależniająca marihuany jest mierna, a jej szkodliwość fizyczna niewielka, to doniesienia o tym, jaki to niebezpieczny narkotyk, są nadmuchaną histerią.
Dr Jerzy Jarosz specjalista w zakresie medycyny paliatywnej, anestezjologii i intensywnej terapii – twierdzi wręcz że marihuana  wśród wszystkich ziół ma wyjątkowe właściwości terapeutyczne.
 Dr Marek Balicki, lekarz i były minister zdrowia, nie ma wątpliwości: – Wiemy, że marihuana leczy. Mamy na to badania naukowe. Są prowadzone kolejne badania, m.in. nad leczeniem chorób nowotworowych. Idealny lek powinien być skuteczny, a także bezpieczny, czyli jak najmniej toksyczny. No i tani, czyli łatwy do wyprodukowania.
– Jak okrutna może być władza, która wie, że mamy dziś dostępne bez recepty bardzo niebezpieczne leki, która wie, że zmiana prawa nie spowoduje żadnego niebezpieczeństwa, a może pomóc w leczeniu chorób, a mimo to nic nie robi? Jak okrutna musi być władza, która zamiast ułatwiać, stawia bariery? – pytał Marek Balicki  podczas konferencji „Cannabis leczy” która odbyła się w ostatnich dniach w Warszawie, na którą przybyli lekarze, naukowcy, przedstawiciele Sejmu, władzy wykonawczej, były prezydent Aleksander Kwaśniewski, który przyznał, że popełnił błąd podpisując kilkanaście lat temu ustawę narkotykowa, ale jak powiedział – w tamtym czasie nie miał wiedzy odnośnie terapeutycznych właściwości,  goście zagraniczni i pacjenci, którzy dawali świadectwo, że dzięki marihuanie żyją
 Dorota Gudaniec matka 6 letniego Maxa, który żyje dzięki marihuanie powiedziała : Przez pięć lat przećwiczyliśmy wszystkie leki w różnych konfiguracjach. Skończyło się zatrzymaniem rozwoju. Syn stracił wzrok na dwa lata na skutek zażywania dopuszczonego do obrotu leku. Aż trafiliśmy na dr. Marka Bachańskiego. Z kilkuset napadów dziennie mieliśmy redukcję do kilkudziesięciu. Szaleliśmy ze szczęścia – Ale w lipcu ubiegłego roku nastąpił przełom. Maks wpadł w ciężki stan padaczkowy. Trzeba była go wprowadzić w stan śpiączki farmakologicznej. Spędził pięć tygodni na OIOM-ie. Miał tego nie przeżyć. Nikt nie dawał mu żadnej szansy. Kazano mi się godnie pożegnać z synem, pogodzić z jego śmiercią, bo dzieci umierają. Kazano mi przestać szaleć. – Bioenergoterapeuci, pielgrzymki – wymieniała. Aż w końcu dowiedziała się o marihuanie medycznej. – Do tej pory nic o niej nie wiedziałam, ale okazało się, że „ta zła rzecz” może pomóc. Załatwiliśmy import docelowy suszu, z którego robiliśmy masło. Dzisiaj Maks funkcjonuje. Zaczyna siadać, śmieje się. A przez pięć lat ani razu się nie uśmiechnął. Twarz-maska! – mówiła.

Konferencje można obejrzeć , polecam wszystkim zwłaszcza tym którzy maja osoby ciężko chore w rodzinie
Dlaczego jest taka nagonka na naturalny leczniczy środek ? Jeśli nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze. Naturalnej substancji nie można opatentować wiec koncerny farmaceutyczne i ich lobbing robi wszystko aby zdezawuować naturalne metody – bo nie mogą czerpać zysków.


http://sekrety-zdrowia.org/jest-szansa-dla-chorych-na-raka-i-inne-nieuleczalne-choroby-marihuana-leczy-to-fakt/

WROTYCZ na kleszcze i inne robaki. Właściwości i zastosowanie wrotyczu ...